Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 1
Nu, to jak ja się o tem dowiedział, zaraz mi przyszło do głowy, żeby wielmożnemu panu powiedzieć wszystko o Cezarze i przekonać pana, że on złodziej... O tem się przekonać łatwo... U niego w karczemce jest podwójna stajnia, jedna mała, druga wielka... Z małej do wielkiej wchodzi się przez ścianę, która się otwiera, jak wrota, ze żłobem i drabiną... W tej wielkiej, co jest pod ziemią, chowają się kradzione konie, a jak się ich nazbiera dziesięć, dwanaście, Cezar wysyła za kordon, gdzie ma spólników i ci sprzedają po jarmarkach, a płacą mu końmi, kradzionymi za kordonem które znów sprzedaje Cezar... Ot, ma wielmożny pan przekonanie... Zasidatel wie o tem wszystkiem i od każdego konia po pięć rubli bierze...
Była to dla Piotra rzecz dziwna i nowa. Mimowolnie wydarło się mu z ust:
— Toć na takich łotrów są przecie jakieś sądy!...
— Sądy?... — zaśmiał się żyd!...
— Oskarżyć i Cezara i zasidatela.. — podchwycił Piotr.
Żyd cmoknął i głową z oznaką przeczenia pokiwał.
— Oni się dadzą na kawałki porąbać, a jeden drugiego nie wyda... a i nikt nie będzie ich bardzo za języki ciągnął... Można im tylko przeszkodzić na czas jakiś, na kilka miesięcy, żeby panu dali pokój i nie mogli za panem śladem chodzić..
I począł Piotrowi szeptać do ucha długo i tajemniczo.