Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 11
— Piotr pójdzie... będzie się bił... — mówiła sama do siebie.
Piotra zaś pytała:
— Ale nie pójdziesz daleko?... Ale nie opuścisz mnie na długo?...
Piotr całował ją w usta i opowiadał jej o tem, jak to będzie, gdy Polska wywalczy sobie wolność i niepodległość.
— O! jakże wówczas będziemy szczęśliwi!...
Rózia się na to uśmiechała. Serce jej napełniało się rozkoszą.
— Pojedziemy razem do Wilna, Warszawy, Krakowa, Lwowa, Kijowa... Zwiedzimy Polskę całą i, powróciwszy do Poderniszek, urządzimy nasze gniazdo tak, że wszyscy około nas będą szczęśliwi...
I snuł plany przyszłości dla siebie, dla Rózi, dla włościan, dla wiejskiej dziatwy. Pamiątki rodzinne Wiczów miał uporządkować
i oddać na użytek publiczny. Poddaństwo miało być ogólnie zniesionem. Obok dworku miała w Poderniszkach stanąć szkoła i czytelnia. Gospodarstwo miało być wzorowem. I o pięknie nie zapominał. W ogrodzie miało być pełno kwiatów i dużo cienia; miał się dworek obwinąć bluszczem i wyglądać biało i zielono, łącząc kolor cnoty z kolorem nadziei.
Rózia była szczęśliwą w przyszłości — ale teraźniejszość?...
Zdawało się, jakby Piotr przeczuciem, z góry, czytał to co Słowacki daleko później napisał:
— Biada! kto daje ojczyźnie pół duszy,
A drugie tu pół dla szczęścia zachowa; etc.
On oddał całą. Szczęście miał za rzecz prawdopodobną, ale w przyszłości. Dlatego nie mówił żonie: bądźmy szczęśliwi, tylko: będziemy szczęśliwi, jeżeli...
Ona sama dopowiadała resztę:
— ... jeżeli Polska będzie wolną i niepodległą...
I ukochała Polskę całą duszy potęgą.