Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 12
Kochała ją i przed tem. Po wyjściu jednakże zamąż, miłość jej spotęgowała się, a to dlatego, że wkluczyła w nią Piotra, którego kochała nad wszystko.
Mijały dnie, tygodnie, miesiące: Piotr był wciąż zajęty, Rózia wciąż tęskniła. Lecz w tęsknocie jej była nadzieja, a w nadziei wiara. Wierzyła w to, co Piotr mówił, a dla utwierdzenia się w wierze, zapytywała go od czasu do czasu:
— Będzie Polska?...
— Będzie — była odpowiedź Piotra — jeżeli nie teraz, nie zaraz, nie wkrótce, to później...
I nauczył ją, że Polska jest narodem, a naród nie umiera, tylko się przetwarza.
Ona nauki nie słuchała, a raczej słuchała, ale nie była w stanie ześrodkować na niej uwagi. Przeszkadzała jej modlitwa o jak najrychlejszą dla ojczyzny niepodległość. A że ta modlitwa była serdeczną, przeto ani przypuszczała, ażeby Bóg jej nie wysłuchał.
Obecność dla młodej naszej pary była stanem przechodnim, przyszłość — wszystkiem. Żyli w przyszłości — Rózia modlitwą, Piotr czynem. Do przyszłości ona tęskniła, dla przyszłości on pracował.
Widzieliśmy powyżej Piotra w pracy. Wiemy, że na drodze, po której szedł, wznosiły się przeszkody i trudności, z których jedne pochodziły od tych, co z nim współpracować byli powinni, drugie od tego, którego nieprzyjazne zamiarom wyzwolenia zadanie wypływało z samej natury rzeczy. Pierwszymi byli spółobywatele, bracia szlachta, drugim Hilferding.
Przeszkody i trudności stawiane przez szlachtę więcej szkody sprawiały niż te, które stawiał zasidatel pomimo, że w pierwszych nie było intencyi szkodzenia sprawie, a w drugich była. Hilferding osnuł Piotra siecią policyjnego dozoru, ale nic mu zrobić nie mógł. Piotr pod dozorem ruszał się swobodnie, z zadziwiającą zręcznością omijając lub rozrywając wszelkie sidła, jakie na niego zasidatel nastawiał. Pomimo całej usilności, Mikołaj Pawłowicz nie mógł go na gorącym złapać uczynku. Czuwał nad nim anioł stróż, a tym aniołem był żyd brodaty, który z zasidatelem częste i długie miewał narady.