Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 14
Archanioł Michał, na rozkaz samego Boga, wysiał niebieskich trębaczy, i ci uderzyli Polsce na pobudkę — a wołanie to słyszeć się dało w momencie, kiedy po wioskach szlachcice zabierali się do spotęgowanego maskowania patryotyzmu... wiseczkiem. Preferansik nie był jeszcze znany. Przy wiseczku tedy zastał ich dwudziesty dziewiąty Listopada i — poruszył do głębi. Zachwyt ogarnął serca, łzy rozrzewnienia błysnęły w oczach — zapomniano o potrzebie maskowania się — każdy mówił o powstaniu — każdy się zaklinał, że je przewidywał, przeczuwał.
— Inaczej być nie mogło... — mówili.
— Do broni!... Lecz broni nie było.
— Do porządku!...
Lecz i porządku nie było.
Był tylko sam materyał na piekielny brzęk, to jest dobre chęci, z których na prędce nic się ukleić nie dawało.
Dobre chęci ciągnęły każdego w inną stronę — tego do Sasa, owego do lasa. Jedni wołali:
— Kupujmy broń!... Drudzy:
— Zaprowadźmy ład!... Inni:
— Spieszmy do Warszawy!... Inni:
— Czekajmy!... Inni znów:
— Nie czekajmy!...
Każdy miał racyę, a każda racya opierała się na bardzo ważnych powodach. Bez broni nie można się bić; bez ładu nie można broni kupić i sprowadzić; spieszenie do Warszawy było potrzebnem dla pomnożenia szeregów wojska polskiego: czekanie — dla porozumienia się powiatów z powiatami, Litwy z Koroną i Rusią; nieczekanie — dla korzystania z nieprzyjacielskiego popłochu.
Gdyby nasz Piotr był mściwym, mógłby wszystkim w obec i każdemu z osobna przypomnieć, jak jeździł i zapraszał do uporządkowania się i przygotowania. Lecz — do czegoby to doprowadziło?...
Piotr jeden z pierwszych otrzymał wiadomość o powstaniu. Przywiózł mu ją Srul z Merecza. Musiał się z nią spieszyć, bo koń jego był spieniony i raz przy razie osmagany, a w sankach ani źdźbła słomy nie zostało. Wszystka się na drodze wytrzęsła. Srul bowiem, dla przyspieszenia jazdy, chabetkę swoją poganiał stojący, nie szczędząc batoga ani krzyków: wiu! wiu!... Wiatr rozczochrał mu brodę i pejsy. Szybki gwałtowny ruch obu rąk, z których jedną lejce szarpał, drugą batogiem wywijał, przyprowadził odzież do nieładu.