Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 15
Kaftan powysuwał się z pod pasa, a pas na brzuch się osunął. W takim stroju wpadł na podernickie podwórze, wyskoczył z sanek, zostawiając je na Bożą wolę, i wbiegł do dworu.
— Wielmożny panie!... nu!... już!... — zawołał stając wobec Piotra.
— Co?... — zapytał Piotr.
— W Warszawie...
— Już?...
— Już...
Piotr zbladł jak chusta. Nogi pod nim zadrżały.
— Nu?... pan się zląkł?... — zapytał Srul. Piotr z razu nic nie odrzekł: przeszedł
się parę razy po pokoju i, zatrzymując się przed Srulem, odpowiedział:
— Zląkłem się...
Żyd wypatrzył się na niego zdziwionym i pełnym zapytania wzrokiem.
— Zląkłem się... — powtórzył Piotr. — A wiesz dlaczego?... Oto u nas do powstania gotować się należy jak do spowiedzi... Powstanie dla nas jest najważniejszym aktem życia, ważniejszym niż wszystko, co się da wymyśleć... najważniejszym...
Srul westchnął.
— Więc rozumiesz, dlaczego się zląkłem?...
— Jak-że bym nie miał rozumieć!... Ale to nic... w Koronie tyle wojska...
Piotr głową pokiwał.
— To to wojsko zrobi wszystko, co trzeba...
— Zrobi co do niego należy — rzekł Piotr. — Będzie się biło na podziw światu... O tem wątpić nie można... Ale na tem nie koniec... Ażeby wojsko nasze mogło pokonać nieprzyjaciela i kraj z niego oczyścić, potrzeba, aby je poparł naród cały; ażeby zaś naród mógł poprzeć wojsko, potrzeba, ażeby się sam oczyścił.