Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 16
Powiedziawszy to, począł Piotr chodzić po pokoju, żyd się zamyślił.
— Nie czas już o tem rozmyślać... — rzekł po chwili ten ostatni. — My żydzi, zeszlibyśmy się nad wodą i zarznęli czarnego koguta i utopili nasze grzechy... Ale panowie Polacy co innego, bo my naród lamentujący a wy walczący: my idziemy do Boga z wielkim krzykiem, w śmiertelnej koszuli i z głową pochyloną — wy osłaniacie głowy krzywą szablą, a ten z was co szablę podnosi, już przez to samo się oczyszcza... i świeci narodowi jak święty... i choć zginie, to nie ginie ze wszystkiem, bo pozostawia po sobie nie samo tylko wspomnienie, ale to co Matatiasz Machabeusz... Matatiasz pozostawił Judasza a Judasz Jonatasa, a Jonatas Szymona... Ale Izraela Bóg skazał na rozproszenie, to się on pomimo Machabeuszów po świecie rozszedł, a was nie skazał, bo zrobił Polaków narodem wielkim... Nas było mało, garsteczka ludzi: was jak piasku w morzu, jak gwiazd na niebie.. Nasza cała ziemia nie była większą od trockiego powiatu: polska ziemia, ileż to trockich powiatów w sobie mieści!... To też wasi Machabeusze nie przeminą jak nasi, ale będą się mnożyli, mnożyli, aż przyjdzie czas, że cały naród Machabeuszami się stanie...
— Mnie się zdaje, wielmożny panie — dodał odetchnąwszy — że nim Polska do oczyszczenia przystąpi, potrzeba jej Machabeuszów, i takich co się biją, i takich co w męczarniach