Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 2
IX.

Nazajutrz po rozmowie Piotra ze Srulem w Rzymie stał się płacz wielki i zębów zgrzytanie. Płakała i zawodziła arendarzowa, płakały wszystkie jej bachory i wołały głośnem wołaniem:
— Tatełe!... tatełe!...
A tatełe siedział na ławie w izbie szynkowej, związany mocnymi postronkami. Przy nim stało dwóch wieśniaków z dużymi w rękach drągami.
Ściana w kryjomej stajni była wywaloną. Przed karczmą stało cztery konie a pomiędzy nimi dwa, przeszłej nocy ze stajni pana Baltazara wyprowadzone, za którymi jego stajenni na wszystkie rozbiegli się strony i przez cały dzień napróżno szukali.
W karczemce i przed karczemką pełno snuło się ludzi, wszyscy z Poderniszek — ekonom i wójt, kilku dworskich i kilku parobków ze wsi.
Ekonom w alkierzu przy stole siedział i pisał raport z nagłówkiem: od ekonomii wsi Poderniszki — do wielmożnego Mikołaja Pawłowicza Hilferdinga, zasidatela.
W tym raporcie stało, jako że u jaśnie wielmożnego marszałka ukradziono parę koni, a gdy za nimi tropiono, trafiono na ślady, które doprowadziły wprost do karczemki zwanej Rzym. Ekonomia wsi Poderniszek zarządziła rewizyę karczemki i odkryła kryjomą stajnię. W tej stajni znaleziono konie jaśnie wielmożnego marszałka i jeszcze dwa inne zapewnie także kradzione.
Przy tym raporcie, konie, jako corpus delicti, ze związanym Cezarem, jako podejrzanym, jeżeli nie wprost o kradzież, to o spólnictwo i przechowywanie kradzionych przedmiotów, pod silną strażą, odstawione zostały do Merecza, do zasidatelskiej kwatery.
Mikołaj Pawłowicz ani trochę się nie zmięszał, ujrzawszy Cezara w postronkach. Przeczytał z zimną krwią raport i przeczytawszy dopiero wpadł w gniew wielki. Łajał Cezara po swojemu, dobierając wyrazów. Złajawszy, kazał go zakuć w dyby i do turmy odesłał.