Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 24
XI.
Rozum niektórych ludzi pełen jest inwencyi. Mikołaj Pawłowicz wynalazł sposób pogodzenia obowiązków zasidatela z czynną dla sprawy polskiej życzliwością. Ciekawy był to sposób. Z jednej strony, na ręce tajnych ajentów, posyłał raporta do gubernatora, z drugiej przeprawiał za Niemen polskich ochotników i dawał im od siebie przewodników, którzy ich śród lasów i trzęsawisk, pewnemi drogami, w bezpieczne przeprowadzali miejsca. Tak przeprowadzonymi zostali wszyscy młodzi szlachcice. Kosztowało ich to wprawdzie po kilkadziesiąt rubli od głowy, ale bezpieczeństwo było zupełne; ani jeden nie wpadł w ręce, którym Mikołaj Pawłowicz regularnie raportował, że ten a ten znikł z powiatu i zapewne do buntu się przyłączył. A kiedy wyższa władza zapytała go o usposobienie powierzonej jego dozorowi okolicy, odpowiadał, że usposobienie jest nieprzyjaznem, ale się Polaki boją. Jako dowód, dawał Piotra Nuszkiewicza, o którym pisał, że jest pierwszy wolnodumiec i buntowszczyk, jednakże cicho siedzi. Do mocno podejrzanych zaliczał starego pana Nepomucena i kapitana Kluskę dodając, że ma ich wszystkich na oku. Dla skuteczniejszego jednakże pilnowania, domagał się siły zbrojnej.
Gubernator odmawiał mu siły zbrojnej. Pomimo to Mikołaj Pawłowicz był niezmiernie zadowolony sam z siebie. Otworzyłyż bo się dla niego istne żniwa, w których on był gospodarzem a żniwiarzami złodzieje końscy, pod przewodnictwem Cezara. Ruble sypały się mu do kieszeni. Sprzyjał przeto powstaniu i życzył mu trwania jak najdłuższego.
— Czegóż mam chcieć!... — mówił sam do siebie. — Ten (to znaczyło Piotr) płaci mi pensyę, z której wprawdzie połowę muszę huncwotowi żydowi oddawać, ale za to dzień nie minie, żeby mi nie kapnęło przynajmniej pięćdziesiąt rubelków... Toż to Polacy zrobili bunt dla mnie!... Tylko, że ten bunt musi kiedyś się skończyć...
I klął po swojemu