Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 30
Powiem, żeś u Piotra Nuszkiewicza wyrobił dla mnie pensyę i donosił mi na niego...
— A ja ci powiem — przerwał Srul spokojnie ale dobitnie — że tę pensyę ja tobie płacił z mojej własnej kieszeni, i jeżelim donosił, to nie tobie na Piotra Nuszkiewicza. ale Piotrowi Nuszkiewiczowi na ciebie... Ja przed nim wykrył podziemną stajnię Cezara... To ja mu dawał twoje raporta, któreś ty przezemnie do Wilna posyłał... On je czytał pierwej niż gubernator, a ja trzymał sobie takiego pisarza, co udawał twoje pismo i przepisywał twoje donosy, i dlatego ty masz tylko inwalidów i kozaków, bo twoje skargi na buntowników i prośby o sołdatów nie doszły do gubernatora... To ty mnie puszczaj, bo jak nas Polaki wezmą razem, to nie ty ale ja będę się śmiał... Puszczaj mnie, a sam uciekaj.. Pan Piotr Nuszkiewicz rozkazał mi, ażebym tobie w jego imieniu powiedział, że nie chce, twojej zguby...
Mikołaj Pawłowicz przy drzwiach osłupiał, jak człowiek, przed którym raz po raz trzaskają pioruny. Każdy wyraz Srula był piorunem.
— Puszczaj mnie, bo ot... widzisz?... To mówiąc sięgnął do kieszeni i wydobył z niej krócicę, odwiódł kurek i podchodząc do zasidatela skierował mu ją ku piersiom.
— Ja nie daremnie był szwarcerem... Choć żyd, umiem się z bronią obchodzić... Puszczaj mnie!...
Znanym jest powszechnie jeden rodzaj ptactwa wodnego, noszącego nazwę nurków. Jest to ptak nadzwyczajnie ostrożny. Trudno go zastrzelić, zwłaszcza z broni panewkowej. Na pierwszy połysk na panewce, już on w wodzie. Z równą szybkością Mikołaj Pawłowicz przysiadł i rzucił się Srulowi pod nogi. Srul chciał w tył odskoczyć, lecz nie zdążył. Rzucenie się Mikołaja Pawłowicza było tak nagłem, niespodzianem, szybkiem i zręcznem, że go od razu powaliło.