Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 31
Padając pociągnął za cyngiel. Krucica wypaliła. Nastąpiło szamotanie się.
Trudno orzec, jakim byłby wynik walki, gdyby Srul i zasidatel pozostali byli sam na sam. Srul był na wierzchu, zasidatel pod spodem. Za pierwszym przeto było położenie, ale za to drugi miał po swojej stronie przewagę siły fizycznej. Srul gniótł zasidatela kolanami i kułakami, usiłując powstać i do drzwi się dostać. Stało się — co było nieuniknionem, wpadł Grisza.
— No, teraz, ja inaczej z tobą będę gadał... — rzekł Mikołaj Pawłowicz.
Koniec tej szatańskiej sceny miał nowego widza, w osobie Cezara. Wódz złodziejów wszedł, zatrzymał się przy drzwiach i uchwycił uchem jęki ostatnie.
— Patrz, Cezar... — odezwał się zasidatel. Cezar nic nie odpowiadał.
Ale w tej chwili myśl jego zwróciła się gdzieindziej.
— Powstańcy... Wszystkie drogi zastąpili!?...
— Nie wszystkie... — odrzekł Cezar — Zostawili te, których nie znają...
— Wyprowadzisz mnie?..
— Po to właśnie przychodzę... Musimy wyjechać przed świtem...
— Grysza! — krzyknął zasidatel — zaprzęgaj konie! a ja tu tymczasem rzeczy spakuję...
I zabrał się do wyjazdu, do opuszczenia może na zawsze mieszkania, które było zarazem urzędem i w którego urzędowej izbie odbyła się okropna scena zemsty. Wybierał się prędko. Pakowanie niezabrało czasu dużo. Do małego tłómoczka rzucił trochę bielizny. Na gołem ciele opasał trzos wypełniony półimperyałami; na piersi pod koszulą zawiesił płaską torbę, napchaną bomażkami; przypasa? szablę, wetknął za pas pistolety, przez ramię przewiesił torbę z amunicyą, wyniósł parę sztofów wódki, płaszcz, poduszkę skórzaną i strzelbę, i przed północą wsiadł na wózek w towarzystwie Cezara. Grysza cmoknął na konie. Pojechali. W zasidatelskiej kwaterze pozostało ciało żyda, Srula.