Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 36
któremu przygrywać miała muzyka huku wystrzałów i szczękania broni.
Więc od samego rana szarzało podwórze drobną szlachtą. W tłumie kręciło się kilkunastu żydków, trzymających się w pobliżu stołów, zastawionych wódką i przekąskami. Wódką i przekąskami traktował pan Nepomucen zaściankowych swoich gości, i żaden żydek nie brał za nie ani złamanego szeląga. Trzymali się jednakże zastawionych stołów i częstowali przybywających, idąc w tem za popędem natury, uspasabiającej ich ręce do nalewania gorzałki z flaszki do kieliszka. Była to z ich strony ofiara, uczyniona ze zdolności. Wyręczali pana Nepomucena, który osobiście nie byłby wstanie każdego z osobna potraktować i do każdego przemówić.
W miarę jak który przybywał, szedł do jednego ze stołów, palnął kielich gorzały, zakąsił chlebem z solą, brał w palce krómkę chleba i kawał wędliny, odstępował od stolika i ginął w tłumie.
Zbierali się od samego rana. Raz po raz wjeżdżały na podwórze wózki, bryczki, dryndulki, koczobryki, karjolki, proste wozy i kocze. Im bardziej miało się ku południowi, tem wjeżdżanie stawało się rzadszem.
Gdy wtaczał się powóz którego z poważniejszych obywateli, tłum się rozstępował i pochylał ukłonem.
Przed samem już prawie południem, w bramie ukazał się jeździec na brudno kasztanowym