Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 38
tę proklamacye i zakończył przemówienie następującymi wyrazami:
— W końcu, jako gospodarz domu, wytłomaczyć się muszę przed mościwymi panami dobrodziejami z tego, że zagaiłem naradę nie po obiedzie, ale przed obiadem. Rzecz ważna, nad którą mamy się zastanowić, wymaga raźnego i trzeźwego umysłu. Kto wie, w jakim stanie będą umysły nasze po skromnym, jaki się dla pokrzepienia mościwych panów przygotowuje, obiadku.
Skromny obiadek gotował się w olbrzymich kotłach i piekł na ogromnych rożnach z których woń po całem rozchodziła się podwórzu.
Po panu Nepomucenie zabrał głos pretendent do marszałkowskiego dostojeństwa, pan Szymkiewicz i mówił długo. Zaczął od Władysława Łokietka, tego króla, co był trzy razy wyzuwany z tronu i trzy razy go odzyskiwał. Do Łokietka przyrównał Polskę i wyciągnął z tego ten wniosek, że Polska za trzecim razem odzyska co straciła. Wniosek ten był niepodpadającym najmniejszej wątpliwości pewnikiem, a to dla tego, że losy Polski spoczywają w rękach szlachty, z której rozumem żaden rozum, cnotami żadna cnota, walecznością żadna waleczność w porównanie iść nie może. I składał dowody szlacheckiego rozumu, szlacheckich cnót i szlacheckiej waleczności, czerpiąc je w przykładach dziejowych. Wymieniał zdarzenia i nazwiska i zaręczał, że co szlachta