Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 40
go przez pana Nepomucena przedmiotu. Szlachta go poparła wołaniem:
— Do rzeczy!... do rzeczy!...
Pan Baltazar zabrał głos w odpowiedzi na mowę pana Szymkiewicza i podniósł tę okoliczność, że pretendent na marszałka, wyliczając zalety szlachty, zapomniał powiedzieć, że jest bogobojną. To zapomnienie wydało się mu urazą. Upomniał się o nią w dosadnych wyrazach, w imieniu całego zgromadzenia i wszystkich Polaków, tak tych co zeszli z tego świata, jak tych co przyjść mają.
Pan Szymkiewicz chciał na swoją obronę kilka rzec słów, lecz tłum nie dał mu przyjść do głosu. Powstała burza okrzyków, pomiędzy którymi wyraźniej dawały się słyszeć wołania:
— Jenerał Dębiński!... Powstanie!... Do rzeczy!...
Sród tego wołania podniósł się pan Nepomucen. Uciszyło się.
— Zgromadziliśmy się — rzekł starzec — nie po to, ażeby się chwalić, ani po to, żeby o numizmatach mówić, ale w celu naradzenia się nad powstaniem. Proszę przeto mościwych panów, którzy głos zabrać raczą, żeby nie wychodzili po za ten przedmiot...
— Do rzeczy!... do powstania!... wołano z tłumu.
— Trzeba kwestyę postawić jasno — rzekł zabierając głos sędzia Szymkajło.
— I wykazał różnicę, jaka zachodzi pomiędzy uzbrojeniem starożytnych Rzymian