Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 41
a nowoczesnych Francuzów, wyrażając żal primo nad tem, że nie posiadamy takich hartownych zbroi, którychby kula nie przebiła, secundo, nad tem, że dotychczas jeszcze nie przybyli do Polski Francuzi.
— Do rzeczy!... — zawołano z tłumu. — Do rzeczy!...
— Cóż u pioruna!... — odparł sędzia. — Czyż odchodzę od rzeczy, mówiąc o uzbrojeniu i Francuzach!...
Zakrzyczano go, usiadł, a powstał kapitan Puszkiewicz.
— Mości panowie!... — zawołał donośnie. — Ja stary żołnierz!... Ja nie umiem mówić tak długo i tak uczenie, jak szanowni mówcy, którzy dotychczas występowali... Będę więc mówił krótko a tylko o powstaniu... Oto, mości panowie, od czasu jak powstanie wybuchło, nie myślałem o niczem innem, tylko o tem, jak pobić nieprzyjaciela.
Zgromadzenie objawiło żywą aprobację.
— Myślałem i wymyśliłem... Jestto, moi panowie, nowa broń, lanca i zarazem pistolet.
Tu podniósł laskę i trzymając ją w górze, jął na niej palcem pokazywać.
— To lanca! a tu obok grota przytwierdza się pistolet... Od cyngla idzie sznureczek, mocny szpagat, który się przywiązuje do przeciwnego grotowi końca lancy... Idąc do ataku bierze się lancę, tak pod pachę i gdy się dochodzi na pięć kroków do nieprzyjaciela, pociąga się za sznurek... Pistolet wypala, nieprzy-