Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 42
jaciel ginie i wpada się na drugi szereg, który zmięszany ogniem i zniszczeniem, jakie taki bliski ogień sprawi w pierwszym szeregu, musi tył podać. Obrachowałem, że tym sposobem jeden szwadron, w dziesięciu szarżach, zabić może przeszło trzy tysiące nieprzyjaciół, a dziesięć szwadronów trzydzieści tysięcy, a trzydzieści szwadronów, dziewięćdziesiąt do stu tysięcy... Ten mój wynalazek składam na ołtarzu ojczyzny, oddając go pod aprobacyę waszmośćpanów... Pewny jestem, że gdy go przyjmiecie, za trzy miesiące nie będzie ani jednego w Polsce wroga.
Okrzyk żywej aprobacyi był odpowiedzią kapitanowi Puszkiewiczowi, nie tyle zapewne za ten wynalazek, ile za to, że jego mowa dotykała bliżej przedmiotu.
Major, żołnierz napoleoński, który był w Egipcie i Hiszpanji, ośmielony snadź powodzeniem, jakiego doznał wynalazek kapitana, zaproponował swój — owoc doświadczenia i długich rozmyślań: szklane harmaty, tańsze, lżejsze i do odlania łatwiejsze, niż spiżowe.
— W każdej hucie można je sfabrykować — mówił — grubości takiej, jak okna na okrętowych pokładach... Kto był w Gdańsku, musiał takie okna widzieć... Wszak prawda, że mocne?...
— Prawda! prawda!... — odpowiedziało kilkanaście głosów.
— Owóż, nadając szkłu taką grubość, mo-