Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 43
zna z niego lać armaty... Wynalazek ten składam na ołtarzu ojczyzny...
Ktoś inny zaproponował przyjęcia wiatrówek dla oszczędzenia prochu. Inny znów radził zaprowadzenie wozów na dwóch kołach, które mogłyby razem służyć, jako mosty do przepraw przez rzeki, jako ruchome szańce, jako środek do transportowania żywności, efektów i amunicyi, i jako ramy do utrzymania w porządku bojowego szyku. Ostatni ten projekt wzbudził niemałą sensacyę i podzielił zgromadzonych na dwa stronnictwa, jedno, które nie chciało chować się za wozy, drugie, które dla zbawienia ojczyzny gotowe było iść w ramy.
Autorem tego ostatniego projektu był dobry nasz znajomy, kapitan Norbert Kluska; nie skończył on jednakże na tem. W dalszym rozwoju swego projektu, w następujący przemówił sposób:
— Rzecz wojenna dzieli się na dwie części, na taktykę i na strategję. To o czem dotychczas poprzednicy moi i ja mówiliśmy, odnosi się do uzbrojenia i taktyki. Lecz na tem nie koniec. Przy najlepszem uzbrojeniu, przy najdoskonalszym szyku bojowym, można być pobitym, jeżeli po stronie nieprzyjaciela będzie przewaga ruchów strategicznych. Trzeba, panowie, o tem pomyśleć. Owóż ja myślałem i wymyśliłem taki rozkład sił, że wróg nie zdoła ich rozerwać ani pokonać. Jestto szyk w koło, którego oskrzydlić nieprzyjaciel nie może, bo nie ma skrzydeł, ani zajść mu z tyłu,