Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 44
bo nie ma tyłu, a jeżeliby udało się mu przebić go w jednym punkcie, to wchodzi we środek, w matnię jak szczupak, i zostaje otoczonym ze wszystkich stron. Naprzykład, weźmy Przetaki i promieniem jednej tylko mili zakreślmy około Przetak koło. W Przetakach postawiliśmy rezerwę, a na obwodzie koła rozstawiliśmy wojska, uzbrojone częścią w lance z pistoletami, częścią w szklanne harmaty, częścią w wiatrówki, przytem zaopatrzone w proponowane przezemnie z ramami i tarczami wozy i mogę panom zaręczyć, że nieprzyjaciel nie śmiałby nas zaczepić. Takie koła, gdyby poformowano w całej Polsce, zwycięztwo byłoby z góry dla nas zapewnionem...
Piękne te projekta, aczkolwiek znakomite, jednakże w końcu znudziły słuchaczy. Dc znudzenia zapewne przyczynić się musiała miniona obiadowa pora. W żołądkach szlacheckich czuć się dawała pewna ckliwość, powonienie dziwnie czułem stało się na zapachy, wydzielające się z barszczu, bigosu, kołdunów i obracającego się powoli nad żarem całego wolu. Szlachta poczęła szemrać i kaszleć. Lecz raptem uciszyła się, bo na stołek, który służył mówcom za trybunę, wskoczył Piotr.
— Bracia! — zawołał — nie czas już rozprawiać... Na projekta tego rodzaju, jakie słyszeliśmy' była pora, ośmnaście lat — ta minęła... Dziś pora czynu... Dziś musimy powstać bądź co bądź... uzbroić się w co kto ma, w strzelby, kosy, topory, kije, i powstać i iść na nieprzyja-