Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 45
cielą mrowiem... Więc, ponieważ rząd narodowy nie przysłał nam naczelnika, wybierzmy z pomiędzy siebie dowódzcę, niech on naznaczy punkt zboru, uzbrójmy się na oznaczoną godzinę.,. On nas podzieli, uporządkuje i poprowadzi. Więc wybierzmy sobie dowódzcę, przyrzeczemy mu bezgraniczne, ślepe posłuszeństwo, i niech nam natychmiast pierwszy da rozkaz...
— Zgoda!... — huknął tłum jednogłośnyn. okrzykiem, po którym nastąpiła wrzawa.
Czego ta wrzawa chciała, trudno odgadnąć. Zapewne proponowano dowódzców, bo brzmiały w niej nazwiska:
— Piotr Nuszkiewicz!. Nepomucen Nuszkiewicz!... kapitan Puszkiewicz!... major N. N!... kapitan Kluska!...
Najmniej głosów odzywało się za tym ostatnim, pomimo że mowa jego o wozach z ramami i strategicznych kołach była najuczeńszą, i pomimo, że on jeszcze raz głos zabrał, włazł na stołek i gestami chciał wrzawę uciszyć. Daremnymi wszakże były jego gesty. Nie patrzano na niego. Chcąc jednakże koniecznie ściągnąć na siebie uwagę, zeskoczy! ze stołka, wbiegł do nieopodal leżącej wypróżnionej z okowity beczki, postawił ją sztorcem, stanął na dnie i zapanował całą swoją postacią nad tłumem. To ściągnęło na niego uwagę. Szlachta zagapiła się i umilkła na chwilę. Z tej chwili mówca skorzystał.
— Panowie! — zawołał — wielmożni, jaśnie wielmożni i wysoko urodzeni!... Pierwej