Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 47
Utrzymywał, że przed wejściem na drugą należało jeszcze spróbować pierwszej, a to tem bardziej, że miał rodzonego brata w Petersburgu, za pośrednictwem którego można było trafić do tajnego gabinetu.
— Ale — zakończył — stało się. Decyzyą ogółu jest dla mnie święta... Vox popali, vox Dei. I wzniósł toast na cześć wodza, który w odpowiedzi na wypite przy hucznych okrzykach jego zdrowie, naznaczył miejsce i czas na zbór orężny.
Rózia i Frania usługiwały gościom gorliwie. Po obiedzie Przetaki się wypróżniły. Punktem zbornym był Rzym. Gwarnie i wesoło było w obozie powstańczym.
Cicho i posępnie było w innym obozie, wyglądającym także jak powstańczy.
Jeden od drugiego dzieliła przestrzeń, którą, gdyby w linji prostej zmierzyć łańcuchem, nie znalazłoby się więcej jak trzy świeci mili. Fizjognomja pierwszego była przeważnie szlachecka. Ci co do składu jego należeli, mieli miny butne, wąsate zamaszyste. Ubrani byli rozmaicie, uzbrojeni jeszcze rozmaiciej, w czamary, kubraki, kapoty, chłopskie świty, baranie czapki, rogatywki, kaszkiety, kapelusze, buty palone, kozłowe, juchtowe i chodaki, Niektórzy mieli uzbrojenie pełne, strzelba na ramieniu, pistolety za pasem i szabla przy boku, innym coś brakowało; a byli i tacy, którzy nie