Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 49
wodzu, który główną kwaterę założył w karczmie.
Kapitan Kluska od razu postawił się jako wódz armji wielkiej. Nie wdawał się w szczegóły — raczej — odkładał je na później. Zato otoczył się sztabem licznym. Szefem onego mianował pana Baltazara, podszefem Szymkiewicza. Wymawiali się oni od zaszczytu, twierdząc, że użyteczniej służyć mogą sprawie, siedząc we własnych domach. Lecz wódz odwołał się do przyrzeczonej subordynacyi i wydał im nominacye formalne, pierwszemu na pułkownika, drugiemu na podpułkownika. Te nominacye zostały odczytane, jako rozkaz dzienny w korpusie. Pan Pukszta, mianowany pierwszym adjutantem, chodził z niemi od wozu do wozu i donośnym deklamował je głosem. Od tej chwili, panią Baltazarowę tytułować zaczęto panią pułkownikową, a panią Szymkiewiczowę, także panią pułkownikową. Paniom i ich mężom, tak wysokiem w hierarchii wojskowej dostojeństwem obdarzonym, sypnęły się ze wszech stron gradem powinszowania i życzenia.
Załatwiwszy tę rzecz, nasz wódz przystąpił do nominacyi dalszych. Mianował adjutantów pierwszego, drugiego i trzeciego, udzielając im stopni majora, kapitana pierwszej i kapitana drugiej klasy. Oprócz nich, na wstawienie się pań, mianował jeszcze dwunastu innych adjutantów, rozdając im na przemian rangi jednemu porucznika, drugiemu podporucznika. Do składu sztabu należeli także: dowódca pie-