Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 50
choty, dowódca jazdy, i dowódca artyleryi — wszystkich tych mianował tymczasowie pułkownikami, obiecując, że przy pierwszej okazyi przedstawi ich, na jenerałów — dalej naczelnicy inżynieryi i żandarmeryi, główny intendent, kilku podintendentów, furyery, giewaltigiery etc. etc. Każdy szlachcic z tych co pod lipą w Przetakach siedzieli, dostał jakiś urząd i stopień, wyjąwszy pana Nepomucyna, który się wymówił wiekiem. Piotr został dowódcą straży przybocznej w stopniu podporucznika. Jego to dwudziestu strzelców, których usztyftował stało przed karczmą przy broni w kozły złożonej.
Kapitan był ogromnie zajęty. Drzwi od karczmy nie zamykały się, a we wnętrzu jej panowała ciżba. Wódz siedział w alkierzu, na tem samem miejscu, w którem widzieliśmy ongi zasidatela i załatwiał sprawy po największej części z paniami.
— Panie kapitanie — mówiła naprzykład pani N. — czy to się godzi?... czy my względem pana kapitana co zawinili?... jak to można?
— Cóż przecie, pani dobrodziejko?...
— Ależ jakże, pan kapitan mego Tomasza mianował tylko podporucznikiem...
— Porządek, pani dobrodziejko...
— Mój Tomasz jest takim przyjacielem pana kapitana...
— Sprawiedliwość, pani dobrodzijko...
— Mój Tomasz nie jest gorszym od pana Pafnucego...