Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 54
— A pan, podpułkowniku?... — zapytał podszefa.
— Popieram majora...
— A pan, pułkowniku? — zapytał dowódzcę jazdy.
— Ja proponuję średnia proporcjonalną, wysłać ludzi siedmdziesięciu pięciu...
— A pan pułkowniku?... — zapytał dowódzcę artylerji.
— Ja jestem za stu pięćdziesięciu... Dowódzca inżynierji oświadczył się za
pierwszym adjutantem, a szef sztabu za dowódzcą artylerji:
— Zdania podzielone — zakonkludował kapitan — a nietylko podzielone ale i nietrafne... Przed wysłaniem siły zbrojnej, trzeba pierwej teren zbadać, najpierw za pomocą szpiegów, następnie za pomocą rekonesansów. Potrzebuję szpiega wiernego i pewnego...
Szło o wysłanie kogoś na ów rekonesans do Merecza, i zebrana w karczmie starszyzna radziła o tem.
— Znam człowieka poświęcenia.. Jest nim Srul, arendarz z Leopuńskiej karczmy...
— Prawda!... — jednogłośnie zawołali wszyscy.
— Tylko co go widziałem... — rzekł pan Baltazar. — Tylko co przyjechał... Stoi przed
karczmą..
— Przed główną kwaterą... — poprawił kapitan.
— Przed główną kwaterą... — poprawił się pan Baltazar. — Przywiózł baryłkę wódki i pełen wóz obwarzanków.
— Panie adjutancie, wezwij go!... — rzekł kapitan.
Pierwszy adjutant wyszedł i za chwilkę powrócił ze Srulem.
Żydowi na twarzy jaśniała wielka radość. Wszedłszy, do samych nóg pokłonił się wodzowi i natychmiast mówić zaczął:
— Ach! jakiż ja szczęśliwy, że już widzę Polaków, co idą się bić... Daj Boże wielmożnym panom szczęście i zdrowie... Daj Boże, ażebyście ich pobili i wypędzili...
— Słuchajno, Srulu... — przerwał mu kapitan. — Czy nie podjąłbyś się pojechać do Merecza?...
— Czemu nie...