Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 56
jej powiedział: siedź, babo, w domu, piecz chleb i szyj koszule, żebyś miała Polaka czem nakarmić, jak przyjdzie głodny, i w co odziać, jak przyjdzie goły... To i te panie, lepiej by było, żeby w domu siedziały, bo jak przyjdzie iść do bitwy, to one takiego narobią lamentu, że w naszych Polakach serce zamrze...
W czasie kiedy Srul mówił, Piotr kilka razy nieznacznie się uśmiechnął. Uśmiechnął się i kapitan i odpowiedział:
— Bądź spokojny... już ja to wszystko w swoim czasie urządzę... Twoją ofiarę przyjmuję i każę twoje nazwisko w rozkazie dziennym ogłosić...
— I, na co to głosić!... — odparł Srul. — Dałem com miał w skrzyni... Jeszcze mam na kahale, to jeszcze dam... Daj Boże, żeby każdy rubel zmienił się w kulę.
Roześmiał się sztab na ten wyskok żydowskiego dowcipu, ale wraz ze śmiechem zakręciły się sztabowcom łzy w oczach. Srul się pokłonił i wyszedł. Za wychodzącym posłał jeszcze kapitan wyrazy:
— A pamiętaj, ażebyś przed północą był z powrotem!... a powróciwszy, każ mnie zbudzić oficerowi dyżurnemu!...
— Tego żyda przedstawię do orderu... rząd narodowy powinien go dekorować dla przykładu... — mówił kapitan do sztabowych oficerów, którzy przytwierdzali głowami kiwając.
Na tem zakończyła się rada wojenna. Piotr wyszedł, usiadł przed karczmą na przyż-