Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 59
trochę go przerobili. Na miejsce Nasz Chłopicki, wstawili:
"Nasz wódz Kluska dzielny, mężny śmiały,
Powiedzie naszych zuchów w pole zwycięztw,
chwały", etc.
Powoli jednak gwar ustawał, śpiewy cichły i w parę godzin po zachodzie słońca obóz stanął. Słychać było tylko prychanie koni, chrapanie śpiących i mierzone kroki szyldwacha chodzącego przed główną kwaterą.
Piotr, który od chwili założenia obozu był niezmiennym dyżurnym, wydobył z zanadrza zegarek, pocisnął sprężynę — wybiła dziesiąta i kwandrans.
— A Srula nie ma... — rzekł sam do siebie. Zaczęło go to niepokoić.
Wstał, przeszedł się. Widok butów z ostrogami i damskich trzewików, wyglądających tu i ówdzie z pod jednego nakrycia, wywołał uśmiech na jego usta, lecz nie spędził niepokoju z serca. Chodził dalej, ognie gasły. W dali słyszeć się dał śpiew koguta.
Nagle coś mu się niby przywidziało. Jakaś postać przesunęła się w cieniu. Piotr postąpił ku niej — ona zaczęła chyłkiem się oddalać. Piotr zawołał:
— Stój!...
Postać pędem puściła się ku lasowi. Piotr poskoczył za uciekającym i po kilku susach już go pomiędzy sosnami za kołnierz