Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 65
— Maładiec... — pochwalił Mikołaj Pawłowicz.
Przybycie Cezara było dla szajki hasłem do wstawania. Wszyscy wstali i około przybyłego się zgromadzili. Cezar usiadł obok Mikołaja Pawłowicza. Wszyscy usiedli.
Teraz pora rzucić okiem na fizyognomię tego zacnego zgromadzenia.
W jednym z poprzednich rozdziałów opisałem postać Gryszy. Owóż postacie wszystkich bez wyjątku podkomendnych Cezara należały do tego samego rodzaju, nie z kształtu i rysów twarzy, ale z wyrazu. Każdemu na czole, w oczach, na policzkach, na nosie napisano było:
— Złoczyńca...
Bo twarz ludzka jest świadectwem. Daremnie bywa ona brzydką lub piękną. Dusza się na niej odbija — wielkiemi wypisuje się głoskami.
Cezar i zasidatel byli ludźmi pięknymi, Grysza był brzydkim, pomimo to z twarzy dawało się wyczytać, że są oni braćmi wedle ducha. I inni rysy mieli rozmaite. Ali miał oczy ukośne, nos spłaszczony, kości policzkowe wydatne, oznaczające pochodzenie tatarskie; inny był szczupły, śniady, gęstym, czarnym pokryty zarostem — Cygan; inny małego wzrostu, krępy, barczysty, błękitnooki — Mazur; inny znów płaskonosy, szerokiej twarzy, jasnowłosy; inny rudy — żyd; wąsaty — Litwin; białej, przejrzystej, piegami osypanej cery — Finland-