Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 68
— Kresty!... Ty Cezar, za tę poimkę wart nagrody...
— Hej! pohulamy!... po szlacheckich domach — odezwał się Ali, wstając i prostując się.
— Cezar zawsze coś wymyśli... — dorzucił inny.
— Ty, Cezar, praworny maszennik... — rzekł zasidatel — ja napiszę o tem raport,
— Tylko niech błahorodie z raportem się nie spieszy... — odparł Cezar. — Kto wie jak to wypadnie, a tu gotowi zesłać jakiegoś czynownika do osobnych poruczeń.
— Racya!... — zawołał zasidatel. — Ale tę księgę schowam i będę ją jak oka w głowie pilnował...
Na tem zakończyła się konferencya w obozie złodziei, którzy na cały dzień w legowisku swojem pozostali. Opuśćmy ich; uciekajmy od nich — przenieśmy się do swoich — może trochę poweselejemy.
Rzeczywiście, było czego poweseleć, ale nie bardzo. Popłoch nocny natchnął wodzowi chwalebny zamiar oczyszczenia obozu z płci pięknej. Kazał napisać stosowny rozkaz dzienny. Lecz gdy przyszło do pisania, spostrzeżono się, że zginęły akta.
— Gdzie akta?
— Rozstąp się ziemio — szukano — przetrząsano wszystkie paki, tłumoki i bryki: akta przepadły.
Ten wypadek stał się powodem niemałej trwogi — a ta trwoga była dowodem, że szła-