Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 71
rząd. A gdy się z tem wszystkiem ułatwił, uszykował wojsko na równinie obok Rzymu i na czele licznego sztabu zrobił przegląd, na którym zapowiedział pochód.
Po przeglądzie nastąpiło rozstanie się żon z mężami, matek z synami, sióstr z braćmi, ciotek, wujenek i stryjenek z siostrzeńcami i synowcami, babek z wnukami, kochanek z kochankami. Nastąpił płacz i lament, poprzeplatany zrzadka spartańskiem: "Idź i wracaj albo zwycięzcą, albo na tarczy." Takich heroin u nas niewiele, ależ też niewiele i takich, któreby ośmieliły się ojcu, bratu, mężowi powiedzieć, ojczyzna wzywa: "nie idź... siedź za piecem.. niech się tam durnie biją." Nasze kobiety płaczą, ale wyprawiają mężczyzn na pole bitwy, przekładając ich śmierć nad spodlenie.
Wypłakały się więc, nalamentowały i wyciągnęły z obozu. Oddział się uszykował i ruszył w pochód, na zdobywanie Merecza.
Historya na kartach swoich nie zapisała tej wyprawy, którą kierował kapitan Kluska, ani podniosła heroizmu, który dębowym wiankiem ozdobił czoło wodza i wszystkich bez wyjątku wyższych i niższych oficerów i żołnierzy. Merecz, dzięki zręcznym manewrom, które jeden batalion zaprowadziły w Niemen, drugi w Mereczankę, trzeci w las, czwarty na cmentarz, jazdę na błota a sztab do jakiejś stodoły, poddał się strzelcom Piotra bez wystrzału. Trofeami zwycięztwa był jeden bar-