Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 2 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 74
Zrobiłem jak radził i ot... doczekałem się pierwszej próby...
Zamilkł, pomyślał przez chwilę i mówił dalej:
— Powiem prawdę, że choć to idę niby na tych co się zbuntowali, a jednak serce omdlewa... zupełnie tak samo, jak wtenczas w karczmie... pamiętasz?... kiedy w sobolowem futrze i dyamentowej szpince przyjechał Piotr Nuszkiewicz...
— I, głupstwo... — odparł Cezar.
— Ta że to ono głupstwo... — odrzekł zasidatel — Grysza powiada, że tylko pierwszy raz trudno... rznąć człowieka...
— Tylko... — potwierdził Cezar.
— Przeżegnam się, westchnę do świętego Mikołaja... i...
I zrobił ręką wyrazisty giest.
— Byle tylko co prędzej dostać się do Poderniszek... Nie zostanie tam kamienia na kamieniu... — powiedział z przyciskiem. — Sprawię tam sobie wesele...
I zaklął po swojemu.
Celem tej zbójeckiej wyprawy były Poderniszki. Lecz że do Poderniszek nie można było dostać się wprost, gdyż pomiędzy wsią a obozem złodziei leżał Rzym, przeto oddział musiał spuścić się najprzód nad Niemen i obchodzić daleką drogę, na której leżały dwa dwory szlacheckie.
Dwory te zostały zrabowane. Mikołaj Pawłowicz napadł je pod pozorem rewizyi za powstańcami, których poszukiwał w szafach, kufrach, komodach, biórkach i lamusach, i pozabierał pieniądze, klejnoty i stołowe srebra. Na lamenta i prośby kobiet odpowiadał klątwami i pogróżkami.
O świcie przyszła kolej na Poderniszki.
Mikołaj Pawłowicz szatański wydał śmiech, gdy wjeżdżał na podwórze domu, w którym w tej chwili innych mieszkańców nie było, tylko słabe kobiety, bezsilny Srul i stary pan Nepomucen.